piątek, 20 stycznia 2017

Nie mogę

Sznur, czy ostrze.
Co będzie najprostsze,
by pogrążyć bliskich w myślach dlaczego. 
Powoli zaczynasz rozumieć, 
później mniej - i znowu.
W chomiczym kole z wyjściami od ściany,
a za ścianą przepaść. Rozwiązanie? 

Natłok, przytłoczenie. 
Spokój, spokojnie. 
Wolność, otwarty horyzont. 

Tak jeden wers, jednak wygrywa,
przewyższa, zalewa czarną mazią. 
Nie masz siły? Nie szkodzi. 
Dasz radę, może nie. A może...

Sznur, czy most. 
Sznur, czy sen może. 
Co delikatnej pomoże?

Biegniesz, poświecasz się - teraz.
A co później? 
Czy będzie tak samo, 
czy mniej będzie przybijać?
Mówią, że łatwiej nie będzie,
bo łatwiej już było.
I siedzisz i myślisz, jak, 
by jednak lepiej się kulało.
Więc, może... 

Sznur, czy kula.
Sznur, czy tory.

Nie no przecież nie mogę. 
Nie mogę. 
Nikogo nie zostawię. 
Śmierci nie pomogę.

sobota, 23 stycznia 2016

Przypływ

I powiedz mi szybko!
Jak to by było gdybym odeszła?
Ale nie tak na chwilę 
Tylko na dłużej, 
Umarła

Jak to by było, kochany?
Niby ten pierwszy, jedyny, 
ale jakby kolejny. 
Ten, który na rękach mnie nosić będzie.
Ten, któremu dzieci mam rodzić 
i gotować codziennie.


Czy wpadłbyś w zadumę, histerię?
Czy nadal w bezruchu 
oglądałbyś ekran pustego telewizora
Mrugnąłbyś chociaż?

niedziela, 13 września 2015

Mężowie z przystani

Niech nas całują, szaleją za nami!
Do stóp padają, kwiaty wręczając.
I chodząc za nami czwórkami, piątkami,
z czerwonych kwiatów róż bukietami, 
niech tańczą po prawo, po lewo niech mdleją.
Na rękach nas noszą, świata nie widząc...
Do dzieła panowie, mężowie z przystani.
Woda nas dzieli, a pływać umiecie. 
Stoimy, czekamy!

Pozyttywible & Arroway

sobota, 13 czerwca 2015

Księżyc

Księżycowi jest tak łatwo wkurwić się na ludzi.
Nic nie robi, nic nie mówi, patrzy i marudzi. 
Jak on wisi, jak on świeci, nikt go nie zapyta,
Nie mam czasu, wolę pędzić, biegnę do koryta. 
Jakaś siła mocna lecz nie z ziemi trzyma rękę.
Coś podeprze, coś odetnie, zwiąże liną wstęgę
i pociągnie pod wodopój, da się opić aż do syta,
a czy więcej może, człowiek z bezczelnością pyta.

Księżyc co ma zrobić, sam nic nie może,
"oj idiotom nic już w sumie nie pomoże",
tylko jedno dzisiaj Ciebie błagam Boże,
"a od złego ich z daleka trzymaj, proszę".

Co On na to odowiedział, kto tam wie,
nikt nie slucha, nikt nie zwolnił 
na łeb szyję, matce, ojcu wchodzi połamanym butem z dziurą z gównem pod podeszwą brzydką i śmierdzącą stopą ze skarpetą cerowaną, ehh. 
Gdyby tak można wiarę darować, 
oddać bezbożnym by życie ratować...

Niby sięgnąć chciałby go człowiek, 
ale Księżyc nie da się dotknąć.
Niech z daleka patrzy na dół,
niech nie brudzą go te dłonie
co brud ludzki mają w sobie.
Za wysoko i... tak dobrze.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Ja i Kot

Ciekawe czemu ludzie w autobusach,
szukają wolnych podwójnych miejsc.
Ciekawe czemu ludzie w pociągach,
szukają wolnych pustych wagonów.

Nie lubię tłoku i durnych ludzi,
ich gadanin nad uchem piszczących.
Mało wyraźnych, niecharakterystycznych.
No nie lubię, cholera, nie lubię.

Czemu, ciekawe, ta ładna pani,
siedzi sama i szepcze do siebie.
Czemu, ciekawe, ten ładny pan
sam siedzi i liczy na siebie.

Kolanem, najprędzej, łokciami i nogą.
Śmierdzący bufon, burak i cham.
Wcale nieśmieszny i głupkowaty.
Nie lubię, cholera, nie lubię.

I gdzie są, eh gdzie są kolorem oblane,
te głowy co nad tłum wystają szary.
Eh, czemu ja z kotem idę ku Tobie
i z kotem nieszczęsnym też skończę w grobie.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Bohater tragiczny

Kap, kap, łza na chodnik kapie.
On nie wie, Ona płacze.
On nie wie, Ona płacze...

Zwykła świecka jedna kobieta,
czarna jak węgiel, czysta jak krew, 
sunęła po ziemi w stronę nieznaną.
Nigdy nie chciała być zapomnianą.

Niezwykły Boga jeden mężczyzna,
jasny jak rzeźba, czysty jak niebo,
czekał, aż przyjdzie coś nieznanego.
Zmieni się życie człowieka smutnego.

Znając się chwilę, Ona wpatrzona, 
zauroczona jego skromnością,
poszłaby za nim, tam gdzie nie można.
W sercu z szarą smutną miłością.

On nie tak bardzo, dawał się ponieść, 
chociaż rozumiał, co ona czuje...
a On za bardzo starał się uciec.
Ona za bardzo lubiła go słyszeć.

Nie żyła przecież, życie jej męką, 
nosiła na barkach miłości brzemię,
a Ona dała swe serce w potrzebie,
czemu jej kazał On poznać siebie?

Znalazła go kiedyś przypadkową drogą, 
nogi zagięły pod nią się całe.
Wspomnienia stare już odnowiałe.
Paznokcie i ręce całe zbladniałe.

Weszła, objęła. Coś zaszeptała, 
On załamany, Ona złamana.
Na czarnej sutannie została jej łezka
i niewidoczna żalu kreska.

wtorek, 2 grudnia 2014

Mąż i żona


- Myszko! Wróciłem, jestem już w domu!
- Hej! Co tam słychać, jak nowa praca?
Powiedz mi proszę, jestem ciekawa.
Jak zdrowie ciągle żyć ci pozwala.

Tym razem też szef odciął ci rękę?
Czy rozpruwano sprzątaczki wnętrza.
Hej?! No powiedz mi jak to przed chwilą,
zgniatano ci młotem pół resztki serca.

Szalało, szalało, ciemno i jasno.
W oczach strzelało ci ciepło i zimno.
Chyba, że może w ciepłym kąciku,
czekałeś na chwilę litości nad nędzą.

Nie?! Nic?!Jakie to szczęście,
zdrowego, całego męża mieć w domu.
Ty się mnie wstydzisz. No wyduś to z siebie!
Że żona truciznę rozpyla w powietrzu.

- Myszko, kochanie... Ja tak nie myślę!
- Daj sobie spokój. Schowaj te żale.
Żałosne słowa nie leczą mi ciała,
ani na duszy lepiej, nic, wcale.

- Mój dzień? Kochanie, głupie pytanie.
Świetnie się czuję. Nic mnie nie boli.
Dwie garści leków sprawiają, że jakoś,
do łóżka w pokoju dochodzę powoli.

Daj mi powiedzieć ostatni monolog,
zanim to zimno przeszyje mi czoło.
Muszę zrobić to sama natychmiast,
pierwsze co zrobię, pożegnam się z Tobą.

On we mnie siedzi, rozkłada me wnętrze.
Konam powoli, cierpię i żyję.
Nie ma mnie więcej, a więcej mnie boli.
Pomocy wołam, o śmierci wciąż myślę...

Ręki już nie mam, serca też prawie.
Płuca w agonii znikają co chwila.
Mniej i mniej mnie, a ludzie patrzą,
jak żonie twojej rak ciało pożera.


- Co? Jeszcze żyjesz? Żono daj spokój,
ile można sterczeć nad tobą?
- „ W zdrowiu w chorobie, na złe i na dobre,
dopóki trzymamy się jeszcze ze sobą”...

czwartek, 20 listopada 2014

Narzekania

Za bardzo grzeje słońce
i za zimny ten śnieg.
Za mokry deszcz,
liście brzydkie.
Za wolny autobus
i kolejka za długa.
Za dużo pracy,
za mało wolnego czasu.

Za słone,
za słodkie,
niedobre,
paskudne,
niemiłe,
nieładne,
za grube,
za chude,
za małe,
za wielkie,
nieuprzejme,
nietaktowne,
nieładne,
nieułożone,
głupie.

Paskudni,
niemili,
nieładni,
za grubi,
za chudzi,
za mali,
za wielcy,
nieuprzejmi,
nietaktowni,
nieładni,
w dupach poprzewracane.


Głupi ludzie.