wtorek, 2 grudnia 2014

Mąż i żona


- Myszko! Wróciłem, jestem już w domu!
- Hej! Co tam słychać, jak nowa praca?
Powiedz mi proszę, jestem ciekawa.
Jak zdrowie ciągle żyć ci pozwala.

Tym razem też szef odciął ci rękę?
Czy rozpruwano sprzątaczki wnętrza.
Hej?! No powiedz mi jak to przed chwilą,
zgniatano ci młotem pół resztki serca.

Szalało, szalało, ciemno i jasno.
W oczach strzelało ci ciepło i zimno.
Chyba, że może w ciepłym kąciku,
czekałeś na chwilę litości nad nędzą.

Nie?! Nic?!Jakie to szczęście,
zdrowego, całego męża mieć w domu.
Ty się mnie wstydzisz. No wyduś to z siebie!
Że żona truciznę rozpyla w powietrzu.

- Myszko, kochanie... Ja tak nie myślę!
- Daj sobie spokój. Schowaj te żale.
Żałosne słowa nie leczą mi ciała,
ani na duszy lepiej, nic, wcale.

- Mój dzień? Kochanie, głupie pytanie.
Świetnie się czuję. Nic mnie nie boli.
Dwie garści leków sprawiają, że jakoś,
do łóżka w pokoju dochodzę powoli.

Daj mi powiedzieć ostatni monolog,
zanim to zimno przeszyje mi czoło.
Muszę zrobić to sama natychmiast,
pierwsze co zrobię, pożegnam się z Tobą.

On we mnie siedzi, rozkłada me wnętrze.
Konam powoli, cierpię i żyję.
Nie ma mnie więcej, a więcej mnie boli.
Pomocy wołam, o śmierci wciąż myślę...

Ręki już nie mam, serca też prawie.
Płuca w agonii znikają co chwila.
Mniej i mniej mnie, a ludzie patrzą,
jak żonie twojej rak ciało pożera.


- Co? Jeszcze żyjesz? Żono daj spokój,
ile można sterczeć nad tobą?
- „ W zdrowiu w chorobie, na złe i na dobre,
dopóki trzymamy się jeszcze ze sobą”...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz