sobota, 13 czerwca 2015

Księżyc

Księżycowi jest tak łatwo wkurwić się na ludzi.
Nic nie robi, nic nie mówi, patrzy i marudzi. 
Jak on wisi, jak on świeci, nikt go nie zapyta,
Nie mam czasu, wolę pędzić, biegnę do koryta. 
Jakaś siła mocna lecz nie z ziemi trzyma rękę.
Coś podeprze, coś odetnie, zwiąże liną wstęgę
i pociągnie pod wodopój, da się opić aż do syta,
a czy więcej może, człowiek z bezczelnością pyta.

Księżyc co ma zrobić, sam nic nie może,
"oj idiotom nic już w sumie nie pomoże",
tylko jedno dzisiaj Ciebie błagam Boże,
"a od złego ich z daleka trzymaj, proszę".

Co On na to odowiedział, kto tam wie,
nikt nie slucha, nikt nie zwolnił 
na łeb szyję, matce, ojcu wchodzi połamanym butem z dziurą z gównem pod podeszwą brzydką i śmierdzącą stopą ze skarpetą cerowaną, ehh. 
Gdyby tak można wiarę darować, 
oddać bezbożnym by życie ratować...

Niby sięgnąć chciałby go człowiek, 
ale Księżyc nie da się dotknąć.
Niech z daleka patrzy na dół,
niech nie brudzą go te dłonie
co brud ludzki mają w sobie.
Za wysoko i... tak dobrze.