Co będzie najprostsze,
by pogrążyć bliskich w myślach dlaczego.
Powoli zaczynasz rozumieć,
później mniej - i znowu.
W chomiczym kole z wyjściami od ściany,
a za ścianą przepaść. Rozwiązanie?
Natłok, przytłoczenie.
Spokój, spokojnie.
Wolność, otwarty horyzont.
Tak jeden wers, jednak wygrywa,
przewyższa, zalewa czarną mazią.
Nie masz siły? Nie szkodzi.
Dasz radę, może nie. A może...
Sznur, czy most.
Sznur, czy sen może.
Co delikatnej pomoże?
Biegniesz, poświecasz się - teraz.
A co później?
Czy będzie tak samo,
czy mniej będzie przybijać?
Mówią, że łatwiej nie będzie,
bo łatwiej już było.
I siedzisz i myślisz, jak,
by jednak lepiej się kulało.
Więc, może...
Sznur, czy kula.
Sznur, czy tory.
Nie no przecież nie mogę.
Nie mogę.
Nikogo nie zostawię.
Śmierci nie pomogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz